czwartek, 8 września 2016

Kim była Rozalia Bernsteinowa?

Kim była Rozalia Bernsteinowa, tłumaczka Ani z Zielonego Wzgórza i Ani z Avonlea, pierwsza osoba, która zapoznała polskich czytelników z twórczością L.M. Montgomery i spopularyzowała jej powieści w kraju nad Wisłą? Czy jest to ta sama osoba, która ukrywa się pod imionami Róży lub Racheli Bernsztajnowej? Czy była Żydówką? Ile znała języków? Wiele osób zadawało już to pytanie: od lat pojawiają się pytania na forach dotyczących twórczości Montgomery, poszukiwania rozpoczęła również Agnieszka Maruszewska, prowadząca blog Pokrewne Dusze. To właśnie razem z Agnieszką zawzięcie tropiliśmy przez ostatnie tygodnie ślady tajemniczej tłumaczki i wspólnie doszliśmy do wielu ciekawych odkryć. Bardzo dziękuję za tę współpracę i pragnę jeszcze raz podkreślić, że poniższe odkrycia są owocem naszej wspólnej – mojej i Agnieszki – pracy.

Ujmując rzecz krótko, aby nie trzymać czytelników w zbyt wielkim napięciu – osoba o nazwisku Rozalia Bernsteinowa nigdy nie istniała. Był to pseudonim Janiny Mortkowiczowej, znanej polskiej tłumaczki żydowskiego pochodzenia, zapamiętanej przede wszystkim jako spolszczycielki Chłopców z Placu Broni Ferenca Molnára, Cudownej podróży Selmy Lagerlöf czy też (już w latach 30-tych) przygód doktora Dolittle Hugh Loftinga.

A oto w jaki sposób do tego dotarłem. Historia jest długa, skomplikowana i mroczna...

Rozpocząłem od prześledzenia historii wydawnictw, w której pojawiały się pozycje tłumaczone przez Bernsteinową, a były to: wydawnictwo Centnerszwer i spółka, wydawnictwo Jakób (!) Mortkowicz, Towarzystwo Wydawnicze oraz Księgarnia Michała Arcta. Lektura stron internetowych, zawierających biografie ojców założycieli tych wydawnictw podsuwa dwie istotne informacje: trzy pierwsze z wymienionych instytucji to tak naprawdę jedna, która przechodząc z rąk do rąk kilkakrotnie zmieniała nazwę (jak również tworzyła pod-wydawnictwa, mówiąc dzisiejszym językiem, placówki "spin-offowe"), a tworzona i prowadzona była przez grono Polaków żydowskiego pochodzenia, w przypadku niektórych członków rodziny o zapatrywaniach jak na ówcześnie lata silnie lewicowych (czyt. komunistycznych). Z kolei wydawnictwo Michała Arcta, przejęte po jego śmierci przez synów Zygmunta i Jana, to przedsięwzięcie przede wszystkim komercyjne, a jego założyciele i zarząd wywodzili się z kręgów protestanckich (pochowani są na cmentarzach ewangelicko-augsburskich).

I tutaj zaczyna się cała historia, bowiem tłumaczenia Bernsteinowej ukazywały się we wszystkich (lub inaczej, w obu) tych wydawnictwach. To komplikuje sprawę, ale i tę kwestię można w jakiś sposób spróbować uzasadnić. Zacznijmy jednak od początku.

Wydawnictwo Centnerszwer i spółka powstało z ramienia małej sieci księgarni, którą prowadził jego pomysłodawca, Gabriel Centnerszwer, od roku 1867. Zapamiętane jest ono dzisiaj przede wszystkim z powodu wydania pierwszych (bardzo cenionych i poszukiwanych, aczkolwiek również zdygitalizowanych) tłumaczeń dzieł Fryderyka Nietzschego. Zajmowało się ono tematyką filozoficzną, wychowaniem, ale również – wyjątkowo silnie dyskutowanymi i krzewionymi również przez środowisko żydowskie w Warszawie – wartościami wychowawczymi i pedagogicznymi. Z literatury pięknej Centnerszwer wydawał również dramaty i prozę Stefana Żeromskiego (informacja o tyle ważna, że dzięki znajomości z Żeromskimi wydawnictwo udało się uratować w okresie napięć na tle rasowym). W 1911 wyszła w tym wydawnictwie Nauka i metoda autorstwa Henriego Poincaré, tłumaczona przez „czerwonego” działacza politycznego, Maksymiliana Henryka Horwitza.  Dlaczego jest to ważna informacja? Dlatego, że jego siostrą była właśnie rzeczona Janina Horwitzowa, po ślubie zaś z Jakubem Mortkowiczem, przyszłym udziałowcem i w końcu właścicielem wydawnictwa, Janina Mortkowiczowa.

Do spółki z Mortkowiczem Centnerszwer wszedł w roku 1903. Zanim jednak wydawnictwo zmieniło swą nazwę na Jakub Mortkowicz, w 1904 roku w serii książek dla młodzieży (elementy wychowawcze były bardzo ważne dla wydawnictwa na wszelkich etapach działalności) wyszła pozycja Nad dalekim, cichym fiordem autorstwa norweskiej, popularnej również w Niemczech pisarki Ågot Gjems Selmer. Powieść traktuje o rodzinie lekarza zamieszkałej w północnej Norwegii, ukazuje głównie ciężkie warunki i niesłabnącą wiarę w wartości rodzinne. Tłumaczką była Janina Mortkowiczowa. Sequel tej pozycji, która cieszyła się popularnością (kilka wydań, również wznowienia powojenne i współczesne) wyszedł już pod egidą Jakuba Mortkowicza w roku 1907 i jako jego tłumaczka widnieje... Rozalia Bernsteinowa (powieść nosi tytuł Dzieciństwo mateczki, tej z nad dalekiego, cichego fiordu). Dlaczego wydawnictwo miałoby zlecać tłumaczenie sequelu powieści innej tłumaczce, skoro od publikacji pierwszej części minęły zaledwie trzy lata, odniosło ono sukces, a wydawnictwo ma na podorędziu jego tłumaczkę? Kluczem do wyjaśnienia tej sytuacji jest moim zdaniem właśnie zmiana nazwy wydawnictwa, które nie chciało, aby na stronie tytułowej widniały dwa te same nazwiska – wydawcy i tłumaczki. Dochodzi tu jeszcze jeden , bardzo istotny fakt: w 1907 roku rodzina Mortkowiczów wyrokiem sądu musiała opuścić tymczasowo Imperium Rosyjskie (na obszarze którego znajdowała się wówczas nasza stolica) z powodu posiadania przez Jakuba niedozwolonej literatury, w kraju zaś nie mógł publikować niczego pod swoim nazwiskiem. Z tych powodów domniemuję, też Mortkowiczowa przyjmuje (bądź wprowadza ponownie w użycie) swój pseudonim – Rozalia Bernsteinowa, który pojawia się w kolejnych publikacjach wydawnictwa: również w 1907 – Historia o Cesi sierotce Hansa Aanruda, w 1913 – Siostrzyczka rzeczonej Ågot Gjems Selmer.

W roku 1915 ze względu na kolejne zmiany w zarządzie i prawodawstwie wydawnictwo Jakub Mortkowicz przeobraża się w Towarzystwo Wydawnicze. Nazwisko Bernsteinowej w nim się już nie pojawia, przechodzi natomiast pod egidę Michała Arcta. W 1908 roku wychodzi w jej tłumaczeniu O czterech władcach ziemi Carla Ewalda, w 1909 również jego Dwunożny ujarzmiciel sił przyrody (tłumaczenia z duńskiego), w 1911 Przebudzenie się ogrodu Heleny Nyblom (oryginał szwedzki) oraz Ania z Zielonego Wzgórza L.M. Montgomery (jako autorka podana jest Anna [!] Montgomery), w przyszłości również kontynuacja, Ania z Avonlea – w roku 1924.

Pojawia się teraz kilka pytań – skąd pomysł na przejście do wydawnictwa Arcta? Dlaczego pozostaje pseudonim? Jeśli chodzi o pierwszą kwestię, słuszne wydaje mi się zagadnienie wysokości praw autorskich (Ewald czy Montgomery to nazwiska na ówczesne warunki głośniejsze i z pewnością „droższe” niż pozostali pisarze skandynawscy, do tej pory publikowani u Centnerszwera/Mortkowicza). Dlaczego pseudonim? Dlatego, że Arct nie opublikowałby w swoim wydawnictwie tłumaczeń żony właściciela konkurencyjnego wydawnictwa, którego nazwa jednocześnie jest właśnie tym nazwiskiem. Kiedy Janina chciała wydać w 1903 roku u Arcta swoje dziełko O wychowaniu estetycznem, wydawca chciał wymusić na niej publikację pod panieńskim nazwiskiej – Horwitz. To potwierdzałoby tezę, dlaczego u Arcta zaprzyjaźniona z nim blisko Janina publikowała swoje tłumaczenia pod pseudonimem Rozalii (wspomina o tym w swojej wspaniałej i godnej polecenia książce wspomnieniowej, W ogrodzie pamięci, wnuczka Janiny, Joanna Olczak-Ronikier).

Inne zagadnienie: jakimi językami władała nasza tłumaczka? W pewnością niemieckim (Janina Mortkowiczowa przetłumaczyła Chłopców z Placu Broni nie z oryginału węgierskiego, ale z tłumaczenia niemieckiego). To by potwierdzało również, dlaczego powieść Gjems Selmer przetłumaczona przez Bernsteinową nosi tytuł Siostrzyczka (za niemieckim wydaniem autoryzowanym, Schwesterchen), podczas gdy w oryginale nosi ona tytuł Lillemor (imię bohaterki). Z niemieckiego moim zdaniem przetłumaczona została Historia o Cesi sierotce (Aarnud również autoryzował niemieckie tłumaczenie, Sidsel Langröckchen). Nie udało się nam jednak odnaleźć niemieckich tłumaczeń innych skandynawskich wydawnictw, takich jak Podróż do morza lodowatego Nielsa Juela-Hansena (zanotowanego również w jednej edycji jako „Juel-Hausen”) ani Królowej elfów i innych powiastek autorstwa Emmy Åbom (w polskim wydaniu figurującej jako Emma Abom). Oba te tytuły występują w katalogach w swoich oryginalnych wydaniach, tj. duńskim i szwedzkim. Jednak fakt, że nie dokopaliśmy się do niemieckich wydań tych pozycji w katalogach WorldCat nie oznacza, że nigdy one nie istniały – pamiętajmy o tym, że katalogi te są niepełne, a w wojennej pożodze spłonęło mnóstwo książek i nie wszystkie wydania trafiły bezpiecznie do bibliotek w Stanach Zjednoczonych, skąd pochodzą dostępne dziś w sieci ich skany i faksymilia. Oczywiście znała również angielski – polskie tłumaczenia Montgomery wyszły przecież jako jedne z pierwszych na świecie, na długo przed tym, kiedy kanadyjska pisarka zadebiutowała w innych, wielkich językach. Z kolei Mortkowiczowa tłumaczyła w latach 30-tych utwory Hugh Loftinga, również z angielskiego. Wydała również tłumaczenia baśni H.Ch. Andersena (wydane u Mortkowicza w 1929 roku – jest to jedyny odnotowany przeze mnie przypadek, kiedy nazwisko tłumaczki pojawia się równocześnie z nazwiskiem jej męża jako wydawcy – ale to są już późne lata 20-te). Z kolei wspomniane dziełko Juel-Hansena wydane zostało jeszcze w XIX wieku, w 1897/98 roku, a i tutaj pojawia się jako tłumaczka Bernsteinowa.

Niektórzy pisarze tłumaczeni przez Rozalię Bernsteinową - Ågot Gjems Selmer, Carl Ewald, Hans Aanrud, Helena Nyblom, Lucy Maud Montgomery.


Wybory tłumaczeń wydawnictwa Centnerszwera/Mortkowicza, w przypadku literatury skandynawskiej (chodzi mi głównie o Gjems Selmer oraz Aanroda) mogły być podyktowane przykładem popularności tych wydawnictw w Niemczech, gdzie tytuły tych autorów odniosły sukces komercyjny (potwierdzają to spisane przez Olczak-Ronikier wspomnienia rodzinne). Nie da się jednak tego samego powiedzieć o wyborach Juela-Hansena czy Emmy Åbom. Inne dzieła tłumaczone przez Bernsteinową – Carla Ewalda, Heleny Nyblom – również dostępne były w języku niemieckim w momencie publikacji wersji polskich. Tradycja tłumaczeń baśni Andersena (z duńskiego), ale również dramatów Henrika Ibsena (z norweskiego) i Augusta Strindberga (ze szwedzkiego) na przełomie wieków również wskazywała autoryzowane przekłady niemieckojęzyczne (dla przykładu, zanim Andersen został doceniony i zyskał sławę w swojej ojczyźnie, Niemcy i Anglicy już go znali i zaczytywali się w jego baśniach). To właśnie kierunek skandynawski, jak również znajomość niemczyzn, oprócz kwestii wspólnych wydawnictw, łączą Mortkowiczową z Bernsteinową. To jednak nie wszystko.

Istniała bowiem jeszcze jedna postać o nazwisku Bernsteinowa, mianowicie Julia Unszlicht-Bernsteinowa. Również na jej temat, niestety, nie można znaleźć na chwilę obecną zbyt wielu informacji. Wiemy, że działała w wielu organizacjach żydowskich, takich jak działające w latach 1905–1908 w Warszawie Stowarzyszenie Kursów dla Analfabetów Dorosłych, jej nazwisko (obok niejakiego Bernarda Bernsteina – męża?) widnieje również na liście członków Warszawskiego Żydowskiego Stowarzyszenia Ochrony Kobiet (jako Bernsteinowa-Unszlicht). I tutaj zaczynają się schody. Co wspólnego miała ta postać z postacią Mortkowiczowej? Otóż również bardzo wiele. Przede wszystkim, co wydaje się informacją najważniejszą, zainteresowana była kwestiami oświaty, pedagogiki, wychowania młodzieży. W roku 1907 nakładem Księgarni Naukowej (był to "spin-off" wydawniczy Mortkowicza) wydała dziełko pt. Organizacje oświaty powszechnej w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej w zarysie. Ta informacja naprowadziłaby na osobę, która mogła zapoznać środowisko wydawnicze z twórczością Montgomery, której nie znały wydawnictwa niemieckie, z których przykładu do tej pory korzystano. Można potwierdzić, że Bernsteinowa korzystała z wydania amerykańskiego Ani z Zielonego Wzgórza wydawnictwa Page. Druga kwestia – Unszlicht-Bernsteinowa również wydawała w obu wydawnictwach, Centnerszwera/Mortkowicza oraz Arcta. Razem ze słynną lewicową działaczką na rzecz oświaty, kwestii żydowskiej i wielu innych, Stefanią Sempołowską, u Centnerszwera wydawała od 1907 roku serię Dla przyszłości – czytania dla młodzieży, jak również (w tym samym roku) Po pracy – czytania dla dorosłych, u Arcta zaś (również od 1907 roku) Pierwszy zbiorek powiastek, opowiadań, wierszyków i ćwiczeń dla dzieci od lat 7-miu do 9-ciu (pozycji tych ukazało się kilka tomików, a co ciekawe, to wydanie z 1907 było reedycją wydania z 1897 z wydawnictwa Gebethner i Wolff). Coraz więcej tych samych dat!

Sama Sempołowska, również u Mortkowicza, wydała własne opracowania, m.in. istotną Reformę szkolną 1862 roku. I nowe pytanie: co łączy postać tłumaczki Mortkowiczowej (według mojej teorii, vel Rozalii Bernsteinowej) z Julią Unszlicht-Bernsteinową? Otóż: przyjaźń i współpraca ze Stefanią Sempołowską!

W Towarzystwie Wydawniczym (czyli wcześniej Centnerszwer/Mortkowicz) Stefania Sempołowska z występującą już pod swoim własnym nazwiskiem Janiną Mortkowiczową wydaje całą serię książeczek oświatowych: od roku 1922 cykl W szkole i w domu: czytanki [cz. 1. – Wakacje, cz. 2. – Bociany, aż do cz. 9. - ... Rewolucja listopadowa!]), w 1923 – Jak to ze lnem było.

Ponieważ Julia Unliszcht-Bernsteinowa pod tym właśnie nazwiskiem figuruje na listach oficjalnych stowarzyszeń, uznaję, że osoba taka istniała naprawdę i nie jest to pseudonim. O Janinie Mortkowiczowej informacji mamy bardzo wiele; o Rozalii Bernsteinowej – prawie w ogóle. Wszystkie łączy znajomość ze Stefanią Sempołowską, wszystkie pochodzą ze środowisk żydowskich i (przynajmniej częściowo) komunizujących, wszystkie łączyła praca dla tych samych (żydowskiego i protestanckiego) wydawnictw warszawskich. Możliwe, że były to trzy różne kobiety, które niewątpliwie się znały. Możliwe, że fizycznie istniały tylko dwie (Unszlicht-Bernsteinowa i Mortkowiczowa). Możliwe również, że chodzi o jedną i tę samą osobę, która dla różnych rodzajów działalności używała różnych imion (zauważmy, że ich nazwiska łączą się jedynie z Sempołowską, nigdy zaś nie mamy mariażu Bernsteinowej [ani Rozalii, ani Julii Unszlicht] z Mortkowiczową).

Jest jeszcze jeden trop. W tajnej szkole Stefanii Sempołowskiej pracował Janusz Korczak (Henryk Goldszmit), którego prace również wydawał na samym początku XX wieku Centnerszwer. To kolejna prominentna i znana osoba z tego kręgu. Wszystkie wymienione tu tytuły, organizacje jak i postaci łączy również wspólna "sprawa" – edukacja, wychowanie, oświata. W końcu we wszystkich pochlebnych recenzjach Ani z Zielonego Wzgórza właśnie te wartości były chwalone. A Janina Mortkowiczowa wydała w 1928 – oczywiście w Towarzystwie Wydawniczym – swoje dziełko zatytułowane Anulka, czyli osiem lat życia dziewczynki, zainspirowane obserwacjami  kilku lat rozwoju własnej córki, Hanny.

Muszę tutaj jeszcze raz wyraźnie zaakcentować, że dotarcie do powyższych informacji i połączenie ich w spójną (mam nadzieję) całość nie byłoby nigdy możliwe, gdyby nie współpraca i setki wymienionych wiadomości między mną a Agnieszką Maruszewską. Oboje szukaliśmy fachowej literatury i wspomnień o powyższych osobach, docieraliśmy do drzew genealogicznych interesujących nas rodzin, godzinami penetrowaliśmy katalogi wydawnicze, Agnieszka wytrwale tworzyła zestawienia tabelaryczne wszystkich wydań związanych z osobami Janiny Mortkowiczowej, Rozalii Bernsteinowej i Julii Unszlicht-Bernsteinowej. Była to wyjątkowo wciągająca i z pewnością pasjonująca przygoda, i mamy oboje nadzieję, że nasze starania nie pójdą na marne.

Rozalia Bernsteinowa znaczy w zasadzie „bursztynowa róża”... Imię i nazwisko wspaniale nadające się na pseudonim literacki. Kim była? Kto się za nim ukrywał? Dlaczego właśnie takie wybrała sobie nazwisko? Czy pochodziła z rodziny związanej z tymi Bernsteinami od działaczki Julii Unszlicht? Czy był to może „siostrzany” trybut? Jedno jest pewne – dociekania te przynajmniej rzucają nowe światło na społeczność, w której żyła i pracowała tłumaczka Ani z Zielonego Wzgórza. Czy jej zapatrywania lewicowe mogłyby np. tłumaczyć, dlaczego ostatnie zdanie powieści, które brzmi „God's in his Heaven, all's right with the world!” przetłumaczyła jako „Życie jest piękne”? W końcu ostatni fragment powieści, mówiący o szczęściu osiągniętym poprzez ciężką pracę oraz w otoczce cennej przyjaźni w zasadzie przedstawia rewolucyjną w charakterze figurę self-made man. Po co do tego wszystkiego mieszać jeszcze Boga, nawet jeśli jest to cytat poety tak uznanego jak Robert Browning (1812–1889)?

Dwie wielkie damy minionej epoki - Janina Mortkowiczowa i Stefania Sempołowska.


Jeśli Rozalia Bernsteinowa to Janina Mortkowiczowa, to postaci tej polszczyzna zawdzięcza wyjątkowo wdzięczne (i niewierne!) spolszczenia tytułów powieściowych: Ferenc Molnára - Chłopcy z Placu Broni (zamiast dosłownie "Chłopcy z ulicy Pawła") i Ania z Zielonego Wzgórza (zamiast "Ania z Zielonych Szczytów/Dachów").



Janina (Żaneta) Mortkowicz, z domu Horwitz, urodziła się 20 października 1875 w Warszawie, zmarła 27 grudnia 1960 w Krakowie. O swej babce wspomina Joanna Olczak-Ronikier, która spisała dzieje rodziny Mortkowiczów w książce zatytułowanej W ogrodzie pamięci (2001).

15 komentarzy:

  1. Bardzo to wszystko ciekawe,dziekuje !
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak trochę upierdliwie: to jednak był Centnerszwer. A poza tym, to ciekawa hipoteza, ciekawe, czy Joanna Olczak-Ronikier by ją potwierdziła, o ile zna ten aspekt biografii swojej babci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może upierdliwe, ale słuszne: tak, Centnerszwer. Raz zapamiętane źle nazwisko i potem powieliłem ten błąd. Jeśli chodzi o panią Joannę, to również przyszło nam to na myśl. Jednak ona w swoich wspomnieniach pisze o tym, że kiedy jeszcze żyła jej babcia, oddalała od siebie wszelką tematyką związaną z ich działalnością wydawniczą czy historią rodzinną - zaczęło ją to interesować dopiero w bardzo dojrzałym wieku. Oczywiście, jest duże prawdopodobieństwo, że znała ten fakt, jednak w książce nic o nim nie nadmieniła.

      Usuń
    2. Przy okazji ściągnąłem z półki "Pod znakiem kłoska" Hanny Mortkowicz-Olczakowej, ale i tu Bernsteinowa występuje wyłącznie jako nazwisko w bibliografii.

      Usuń
    3. Otóż to, żadna pozycja wydawnicza nie wnosi nic nowego na temat tej osoby, jakby była to jakaś zmowa milczenia.

      Usuń
  3. Nosz kurczę, a ja parę miesięcy temu obroniłam licencjat w którym opisywałam Rozalię (tyle, ile udało mi się znaleźć). Dobrze się to czyta - choć żałuję, że nie dowiedziałam się o tym rok temu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawe! Czy możesz powiedzieć coś więcej na ten temat? Czego dotyczyła praca licencjacka? I do jakich informacji udało Ci się dotrzeć?

      Usuń
    2. Pisałam o Montgomery, w praktycznej części porównywałam trzy tłumaczenia jej książki, w teoretycznej opisywałam historię jej tłumaczeń (i wydań) w Polsce. Znalazłam tyle, co zawarłeś w poście - o kilku językach, o Annie Montgomery, o zielonych szczytach. O, dodałam coś jeszcze o tym, w jaki sposób tłumaczyła, polonizując książkę - zamiany typu ksiądz/pastor, dworek/farma. Powiem szczerze, nic fascynującego ;)

      Usuń
    3. To są bardzo ciekawe badania i właśnie ta świadomość polonizacji treści książki wywołuje do dziś kontrowersje, gdyż jest ona regularnie wznawiana. Powstaje też pytanie, czy ten zabieg nie zapewnił książce w naszym kraju tak niebywałego sukcesu.

      Usuń
    4. Nie jestem może jako fanka Montgomery zbyt obiektywna - uważam, że nie. LMM poradziła sobie świetnie w wielu innych krajach (i w sumie radzi sobie nadal). Owszem, to jest dobre tłumaczenie, może nawet jak na tamte czasy świetne, choć nie pozbawione błędów. (Sama spierałabym się, czy "gables" było popełnione naumyślnie, czy nieświadomie). Inny spory minus - Montgomery nafaszerowała książkę nawiązaniami do m. in. Biblii i wierszy swoich ulubionych poetów, a B. rzeźnicko wycięła je chyba co do ostatniego. Fakt, że było to bardzo kreatywne tłumaczenie (np. zamiana Racheli na Małgorzatę, by uniknąć skojarzeń z Żydami), ale ciężko mi powiedzieć, czy bez tych pomysłów Ania nie odniosłaby sukcesu.

      Natomiast jeśli chodzi o regularne wznowienia, zdaje mi się, że jest to głównie kwestia bezpłatnej pracy - poza tym w ciągu ostatnich kilku lat mieliśmy całkiem sporo nowych tłumaczeń.

      Usuń
    5. Kamodraczek!
      Mogłabym dostać do Ciebie kontakt? Chciałabym zająć się sprawą Rosalii, porozmawiać z Tobą na temat pracy licencjackiej. Robię małe śledztwo dla Biblioteki Narodowej w Warszawie. Kontakt do mnie: zula.poznanska@gmail.com, numer telefonu: 519 188 297, fb: Zula Poznańska
      Dziękuję z góry za odpowiedź.

      Usuń
  4. Jest jeszcze jedna ciekawa zagadka. Mam dwa wydania "Ani z Avonlea" Jedno - z roku 1957 tłumaczyła Janina Zawisza-Krasucka. Drugie, z roku 1990 - Rozalia Bernsteinowa. Oba wydania są Naszej Księgarni. No więc dwie osoby tłumacza, ale - tłumaczenie identyczne! Bez wątpienia jest to ten sam tekst, to samo tłumaczenie. Czemu więc inne osoby wpisane w przekład? Ot, kolejna zagadka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłem to samo w momencie, kiedy nabyłem wydanie z 1957 roku, gdzie właśnie figuruje jako tłumaczka Janina Zawisza-Krasuska. Dyskutowałem o tym również z Agnieszką Maruszewską, która porównała tłumaczenie z tego wydania z przedwojennym, sygnowanym przez Bernsteinową. Mamy podejrzenie, że pani Zawisza-Krasucka mogła jedynie dokonać przeglądu starego tłumaczenia, gdyż wprowadzono pewne, jednak nieznaczne zmiany, natomiast informacja o tym, jakoby to ona była tłumaczką, jest przeoczeniem lub jawną pomyłką redakcji tego wydania. Niestety dyskredytującego wkład Rozalii Bernsteinowej.

      Usuń
  5. Liczę też na wpis o Zawiszy-Krasuckiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyszykowujemy się (wspólnie z Agnieszką Maruszewską) również do niego!

      Usuń