wtorek, 17 stycznia 2017

Droga do Zielonego Wzgórza / Budge Wilson

100-lecie wydania pierwszej i najsłynniejszej powieści L.M. Montgomery i prawdopodnie najsłynniejszej kanadyjskiej powieści na świecie, czyli Ani z Zielonego Wzgórza (Anne of Green Gables, 1908) Kanadyjczycy postanowili  uczić na różne sposoby, w tym wydaniem powieściowego prequela (czyli dzieła opisującego wydarzenia sprzed tych składających się na pierwszą Anię). Pracę tę zlecono Budge Wilson (urodzonej w 1927 roku), popularnej autorce i ilustratorce książek dla dzieci i młodzieży; pochodzi ona swoją drogą z Nowej Szkocji (z Halifaxu), w której – jak wiemy z dzieł samej Montgomery – urodziła się rudowłosa bohaterka wczechczasów. Powieść zatytułowana Droga do Zielonego Wzgórza (Before Green Gables) ukazała się w Kanadzie w 2008 roku (polski przekład Agnieszki Kuc – zasłużonej tłumaczki literatury kanadyjskiej, nie tylko Montgomery, ale także Munro, Wydawnictwo Literackie wydało rok później).

Kanadyjskie i polskie pierwsze wydania Drogi do Zielonego Wzgórza (2008, 2009)

Przyznam, że długo opierałem się pomysłowi przeczytania tego dzieła – intuicja była tym razem słuszna. Powieść, mimo najlepszych starań autorki, nie ma w sobie nic z ciepłego stylu Montgomery i nie jest to ewidentnie kwestia przekładu. Można by domniemywać, iż dzieło to będzie swoistym peanem na cześć Nowej Szkocji, jednak nic bardziej mylnego – akcja większości opisywanych wydarzeń osadzona jest podczas surowej zimy, której mała Ania musi samotnie stawiać czoła. Opisywane domy, farmy czy tartaki z pewnością nie będą kojarzyć się z barwnymi miejscami, które stworzyła z nich Maud, lecz nasuwać będą na myśl realistyczne opisy biedy, które wyszły spod pióra Dickensa, Hugo czy Zoli. A przecież książka przeznaczona jest, oprócz tego, że dla wszystkich miłośników Montgomery na świecie (którzy sięgnąć by po nią mogli z pobudek nostalgicznych), przede wszystkim dla młodzieży! Ten depresyjny, naturalistyczny ton z pewnością nie przemówi do młodego czytelnika, który zarówno po postaci rudowłosej sieroty, jak i faktu, że akcja powieści osadzona jest w świecie związanym z sielonkowymi Avonlea czy Charlottetown oczekuje od niej zgoła czego innego. To bardzo przykre, że wydanie tej ksiązki w ogóle doszło do skutku, jednak najgorszym błędem wydaje mi się powierzenie zadania w niewłaściwe ręce.

Budge Wilson, autorka Drogi do Zielonego Wzgórza

Nie zamierzam bynajmniej wygłaszać apologii Wilson, jednak należy przyznać, że dość skrupulatnie zabrała się do odtworzenia losów Ani przed przybyciem na Zielone Wzgórze, a pamiętać należy, że informacje o nich zawiera nie tylko piewszy tom (przede wszystkim rozdział zatytułowany [w przekładzie Bernsteinowej] Historia Ani, gdzie mowa jest o kolejnych domach i rodzinach, u których mieszkała bohaterka zanim trafiła do sierocińca), ale również trzecia z kolei część cyklu, Ania na uniwersytecie (Anne of the Island, 1915), w której Ania faktycznie odwiedza dom swojego urodzenia w miejscowości Bolingbroke w Nowej Szkocji i otrzymuje pakiet listów, które pisali do siebie jej zmarli na febrę rodzice – słucha przy tym relacji kobiety, która pamięta jej narodziny. Kilka faktów o najwcześniejszym dzieciństwie Ani przewija się zresztą i w pozostałych częściach cyklu.

W Podziękowaniach, dołączonych do swej powieści, Wilson pisze: „Wiele osób, które doskonale znały serię książek o Ani, pomogło mi, gdy poszukiwałam informacji o tym, co działo się z Anią, zanim poznała Mateusza Cuthberta na stacji kolejowej na Wyspie Księcia Edwarda”, nazywając je „świetnie zorientowanymi miłościkami L.M. Montgomery”; stwierdzenie to sugeruje, iż sama autorka prequela do tychże miłośników siebie nie zalicza, co tylko potęguje moje i tak wielkie już zdziwienie.

Historia Ani oparta jest na znanym schemacie powieściowym, który kolokwialnie można by okreslić powiedzeniem „z deszczu pod rynnę”; ten typ historii najlepiej ukazuje przykład powieści autorstwa amerykańskiej abolicjonistki, Harriet Beecher Stowe, Chata wuja Toma (Uncle Tom’s Cabin, 1952), w której  tytułowy niewolnik Tom przechodzi z rąk jednego właściciela w ręce następnego, okazującego się zawsze gorszym od poprzedniego. Znany z pierwszej powieści o Ani schemat „dom rodzinny – rodzina Thomasów – rodzina Hammondów – sierociniec” Wilson rozbudowuje w powieść, która w polskim wydaniu obejmuje 440 stron. Autorka prawie zawsze konsekwentnie czerpie z lakonicznych informacji zawartych w dziełach Montgomery, opisując wyzysk Ani jako dziecięcej siły roboczej w prowadzeniu domu oraz przy opiece nad dziećmi – jak wiemy, w przypadku pani Hammond kilku par bliźniaków z rzędu. Krótki epizod w szkole, o którym wspomina Ania Maryli, przeradza się u Wilson w rosnącą fascynację młodej uczennicy Wyspą Księcia Edwarda, z której pochodzi i o której mówi jej nauczyciel podczas tych kilku nielicznych lekcji, na które Ani udaje się trafić. Pojawiają się oczywiście słynne wyimaginowane przyjaciółki Ani – Katie Maurice, ukazująca się w szybce kredensu należącego do Thomasów, oraz Violetta, która swymi echami pociesza bohaterkę podczas pełnego utrapień pobytu u Hammondów; pojawiają się również pierwsze próby kształcenia religijnego, jednak sposób, w jaki Ania odmawia swoje modlitwy, daleko odbiega od tego, który przyswoi jej Maryla na Zielonym Wzgórzu. Wyszukane słownictwo, jakim posługuje się młoda bohaterka, a które tak bardzo zaskakuje Mateusza i Marylę, u Wilson przyswojone jej zostaje przez byłego nauczyciela, u którego Ania kupuje jajka – pod wpływem jej uroku postać ta przechodzi wewnętrzną oraz zewnętrzną przemianę i żeni się z uczącą Anię nauczycielką z wiejskiej szkoły.

Nietrudno jednak natknąć się na pewne niekonsekwencje w stosunku do świata wykreowanego przez Montgomery: według relacji kobiety z Ani na uniwersytecie Thomasowie, którzy przygarnęli Anię po śmierci jej rodziców, nie mieli własnych dzieci; w powieści Wilson są oni wielodzietną rodziną już w momencie, kiedy bohaterka do nich trafia. W samej Ani z Zielonego Wzgórza przygarnięta sierota opowiada wprawdzie Maryli o pięknym dniu, w którym pan Thomas – u Wilson uroczy, ale upadły pijaczyna – zabrał całą rodzinę na piknik nad morze. Pod koniec prequela, w samym sierocińcu, pojawia się wprawdzie postać kasztanowłosej Lily Jones, brakuje jednak słynnej Hepziby Jenkins, której imię wydaje się Ani najbrzydszym na świecie.

Doprawdy nie wiem, co sądzić o Drodze do Zielonego Wzgórza, oprócz tego, że stanowi ona dla mnie istne kuriozum. Lektura jej była dla mnie żmudna i nie sprawiła mi przyjemności, jednak imperatyw Montgomeriański w jakiś sposób nakazał mi się zapoznać z jej treścią. Autorka co prawda starała się niekiedy puszczać oko do starszych czytelników – np. koty w domostwie Hammondów noszą „znamienne” dla Ani imiona duetu sławnych brytyjskich kompozytorów z przełomu wieków, Gilberta i Sullivana. Żadne jednak zabiegi autorskie nie osłodziły mi znoju brnięcia przez niezdarny tekst kanadyjskiej autorki.

Grafika do wydania DVD filmu Anne of Green Gables: A New Beginning (2008) oraz okładka powieściowej wersji scenariusza (2008)

Przy okazji tego krótkiego omówienia powieści Wilson nadarza się okazja do pewnego sprostowania; otóż nakręcony w tym samym 2008 roku z okazji 100-lecia Ani z Zielonego Wzgórza film wyreżyserowany i wyprodukowany przez Kevina Sullivana pt. Anne of Green Gables: A New Beginning nie jest ekranizacją prozy Wilson (powstała co prawda ekranizacja Drogi do Zielonego Wzgórza, jednak w 2009 w formie anime). Sullivan, wraz ze swoją małżonką i współscenarzystką Trudy Grant, napisali zupełnie inną, autorską wersję losów rudowłosej bohaterki. Film ten, jak od lat zauważam, nie spotyka się z ciepłym przyjęciem publiczności, która krytykuje go za zbyt lekkie potraktowanie faktów przedstawionych w książkach Montgomery. To prawda; o ile Wilson chciała trzymać się faktów przedstawionych we fragmentach cyklu o Ani, Sullivan miał przed sobą bardziej karkołomne zadanie: musiał stworzyć scenariusz, który byłby kompatybilny nie tylko z tymi krótkimi relacjami, ale równiez z pozostałymi filmami, które na podstawie prozy Montgomery nakręcił (już w przypadku trzeciej części, Anne of Green Gables: The Continuing Story, doszło do bardzo autorskiej kontaminacji wątków wziętych z różnych powieści o Ani, w tym także Rilli ze Złotego Brzegu [Rilla of Ingleside, 1921], dodatkowo skomplikowanej faktem przesunięcia wydarzeń w czasie i wynikającym z niego zmienionym wiekiem bohaterów).



Rodzina Thomasów w wersji Kevina Sullivana: młoda (Rachel Blanchard) i starsza (Shirley MacLaine) pani Thomas; w roli Ani Hannah Endicott-Douglas


W wersji Sullivana, która wydana została również w formie książkowej, dzieciństwo Ani, które ta przedstawiła Maryli, okazuje się wielkim zmyśleniem – co w przypadku dziewczynki o bujnej wyobraźni jest, moim zdaniem, dosyć ciekawym pomysłem; Sullivan bazował jednak wyłącznie na fragmentach z części pierwszej i absolutnie zignorował, bądź nie był świadomy istnienia relacji kobiety z Bolingbroke umieszczonej w trzeciej części cyklu. Po śmierci rodziców – która przedstawiona jest jeszcze w inny sposób, gdyż w wypadku umiera jedynie matka Ani, Berta, ojciec zaś, Walter, w tajemniczy sposób po prostu znika – bohaterka umieszczona zostaje w przytułku, który przypomina koszmarne sierocińce zamieszczkałe przez Dickensowskiego Olivera Twista czy też Jane Eyre, bohaterkę powieści Charlotte Brontë. Tam Ania poznaje starego Waltera, od którego uczy się swojej słynnej formuły – teorii o pokrewnych duszach (kindred spirits). Wielodzietna rodzina Thomasów, również osierocona przez ojca, stanie się dla Ani przybraną rodziną w jeszcze większym stopniu niż zamierzyła to sama Maud – ojciec Ani będzie miał z młodą panią Thomas romans, który po wielu latach skończy się ich małżeństwem, przez co Ania zyska przyrodniego brata. Postać Hepziby Jenkins, o której Wilson w ogóle nie wspomina, u Sullivana przywołana zostaje w osobie wiernej służącej starszej pani Thomas. O tego typu rozwiązaniach i nawiązaniach do motywów wyjętych z powieści o Ani pióra Montgomery stworzyć by można osobny artykuł, co nie zmienia faktu, iż odbiór filmu – zarówno na świecie, jak i w Polsce – od początku (a niedługo minie już 10 lat od jego nakręcenia) pozostaje niezmiennie negatywny.

6 komentarzy:

  1. Mhmm... nie - jednak nie sięgnę po tą książkę, przynajmniej w najbliższej przyszłości. Skoro sama autorka sugeruje, że nie zna prozy Montgomery, a pomocy przy pisaniu szukała wśród jej czytelników, to jest to wyraźny sygnał, że książka miała być tylko produktem marketingowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem również ja "serdecznie" nie polecam;)

      Usuń
  2. Bardzo dziękuję za poświęcenie i oszczędzenie nam konieczności czytania tejże książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że moi czytelnicy tak liczą się z moją opinią. Naprawdę postanowiłem dać tej powieści szansę i podejść do niej w życzliwy sposób, ale po prostu w żaden sposób się nie obroniła.

      Usuń
  3. Hm, ja w zasadzie nie wiem, czy ją przeczytam (chociaż pewnie KIEDYŚ tak - wiesz, mól ksiązkowy -> wyzwanie życia: przeczytaj wszystkie książki świata ;)). W każdym razie na pewno nie w tym tygodniu, na pewno nie w tym miesiącu... Może za rok, dwa się skuszę :)
    Za to wiem, że za takie żerowanie na czyimś wielkim sukcesie dla swoich korzyści to (przepraszam za wyrażenie) świństwo, i powinno być karalne!
    Ale żeby ten komentarz nie był tak strasznie nasiąknięty pesymizmem - muszę powiedzieć, że Hannah wygląda prze-prze-przesłodko (chociaż, osobiście, Ani nie przypomina mi w ogóle) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą, ciekawa byłaby konfrontacja różnych opinii po lekturze tej książki... Być może osoby, które nie są fanami Montgomery, odebrałyby ją cieplej? A może nawet zagorzali miłośnicy prozy Maud odnaleźliby w niej jakieś pozytywy?
      To prawda, że Hannah wygląda słodko. Może na zdjęciach tego nie widać, ale mi swoją emfatyczną grą przypomina nieco Megan Follows z początku pierwszej części.

      Usuń