wtorek, 30 marca 2021

Tajemnica rajskiego wzgórza / Elizabeth Goudge

Trudno pisać o książce, której się specjalnie nie lubi. O Tajemnicy rajskiego wzgórza piszę raczej z obowiązku, nie zaś dlatego, iż uważam, żeby ta powieść była w jakikolwiek sposób ważna dla literatury dziecięcej i młodzieżowej.

Okładka pierwszego polskiego wydania (1996)

Wpadła mi ta powieść w ręce dość przypadkowo i przyznam, że gdyby nie było to pierwsze jej polskie wydanie – z 1996 roku, wydane w serii Naszej Księgarni („Klasyka Młodych”), z której to wiele tytułów już czytałem – prawdopodobnie nigdy bym po nią nie sięgnął.

Wydana zaraz po II wojnie światowej, w 1946 w Anglii, powieść The Little White Horse, chociaż zaczyna się podobnie do Tajemniczego ogrodu F.H. Burnett (1911), zdecydowanie bardziej przypominać będzie sagę o Narnii, którą ktoś świadomie przesłodził i sprawił, że stała się niestrawna.

Autorka, Elizabeth Goudge, i okładka pierwszego wydania powieści w Anglii (1946)

Młodziutka Marynia (Mary - tu nawiązanie do Mary Lennox wydaje się ewidentne) Merryweather w latach 40-tych XIX wieku przybywa w asyście swej wychowawczyni – panny Heliotrop – do Moonacre, Księżycowej Doliny, gdzie zamiesza w podupadłym dworze swojego stryja Beniamina (w oryginale: Benjamina). Pozna tu nie tylko gotującego w sekretnej suterenie karzełka, ale także ukrywającą się w podziemiach zamkowej bramy dawną miłość swego wuja – Lawendę (w oryginale Loveday) Minette, jej syna Robina oraz pastora, który poprzez propagowaną zabawę stara się uczynić wiejski kościółek punktem zgromadzeń miejscowej młodzieży. Z dworem związana jest historia sięgająca aż do czasów podboju normańskiego – czyli do XI w. Księżycowa Księżniczka, której współcześnie rolę przejmuje nasza bohaterka, odchodząc od swego normańskiego męża sprawiła, iż ród (reprezentowany przez Czarnych Ludzi), z którego się wywodziła, pozostaje w wiecznej niezgodzie z potomkami najeźdźców. Realia historyczna pełnią tu jedynie rolę ozdobną – nie mają większego przełożenia ani na czas akcji powieści, ani na użyty w formie retrospekcji czas historyczny.

Okładka filmowa wznowienia z 2008 roku

Swego czasu wokół powieści zrobiło się dość głośno, kiedy J.K. Rowling zdradziła, iż była to ulubiona lektura jej dzieciństwa. Zanim do tego doszło (i sfilmowano w 2008 ekranizację, The Secret of Moonacre [polski tytuł filmu zgodny z tłumaczeniem powieści]), aczkolwiek jedynie inspirowaną tym dziełkiem), w Polsce powieść wydała już wspomniana Nasza Księgarnia (w przekładzie Anny Bańkowskiej). Kiedy do kin wszedł film, Świat książki wypuścił oczywiście drugie wydanie tego przekładu z okładką filmową. Jak się okazuje, ekranizacja z 2008 roku nie jest wcale pierwszą: w 1994 powstał brytyjski serial zatytułowany Moonacre.

Francuski plakat ekranizacji z 2008 roku

Jeśli chodzi o tę ekranizację, jak wspomniałem, jej fabuła jest jedynie oparta na pomyśle autorki. Wprowadzono tu wiele zmian, które na scenarzyście wymogły oczekiwania współczesnego odbiorcy. Marysia nie musi poślubiać pastuszka (którym w powieści jest Robin, jej wyimaginowany przyjaciel z londyńskich skwerów), wyeliminowano również postać pastora i motyw kościoła (w powieści to pastor przekazuje Maryni opowieść związaną z podbojem normańskim, podczas gdy w filmie bohaterka poznaje historię „klątwy” ze starej księgi); w powieści nie został wyznaczony również żaden konkretny termin, w którym przełamana zostać musi zła passa rodu Merryweatherów – w filmie zaś od klątwy upłynąć musi 500 pełni księżyca, aby rajską dolinę zatopiło morze.

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Cudowne Boże Narodzenie i inne świąteczne opowieści / Louisa May Alcott

Jako że znajdujemy się cały czas w okresie bożonarodzeniowo-noworocznym (a obecnie zaczęły się, nieco wcześniej niż zazwyczaj, ferie zimowe), dzisiejszy wpis poświęcony będzie tematycznie właśnie Bożemu Narodzeniu – a to za sprawą publikacji, która ukazała się już w 2018 roku, zatem dwa lata temu. Chodzi o zbiorek krótkich opowiadań autorstwa Louisy May Alcott (1832–1888) zatytułowany Cudowne Boże Narodzenie i inne świąteczne opowieści, który wyszedł nakładem poznańskiego wydawnictwa Zysk i S-ka.

Okładka publikacji Zysk i S-ka z 2018 roku

Publikacja te jest tłumaczeniem wydanego w Ameryce już w 2014 roku zbiorku opowiadań A Merry Christmas And Other Christmas Stories, który ukazał się w serii „Penguin Christmas Classics”. Jeśli chodzi o wybór i układ opowiadań, polska książeczka odpowiada dokładnie angielskojęzycznemu pierwowzorowi.

Okładki wydań amerykańskich zbioru A Merry Christmas And Other Christmas Stories (po lewej - wydanie książkowe z 2014 roku; po prawej - wydanie na kindle z 2020 roku)

Należy na wstępie zaznaczyć, iż jest to jedna z nielicznych „nowych” publikacji Alcott w Polsce (niektóre wydane jeszcze przed II wojną światową tytuły są do tej pory niewznowione, obecnie ukazuje się po raz pierwszy pełne wydanie wszystkich czterech tomów powieści, które składają się na serię Małe kobietki przez wydawnictwo MG). Podobnie tutaj, pierwsze – tytułowe – opowiadanie tomiku nie jest żadnym novum, jest to bowiem rozdział pierwszej części Małych kobietek w nowym tłumaczeniu. Jego autorką jest Mira Czarnecka, która spolszczyła również wszystkie pozostałe opowiadania. Powiastkom towarzyszą anachroniczne względem czasu powstania ilustracje Leny Grzesik.

Poza wspomnianym rozdziałem największej powieści Alcott czytelnik znajdzie tutaj sześć nowych, krótkich opowiadań: Wybór Kate (Kate's Choice), Cicha mała kobietka (The Quiet Little Woman), Boże Narodzenie Tilly (Tilly's Christmas), Co może uczynić miłość (What Love Can Do), Opowieść Rosy (Rosa's Tale), Imbryk pani Podgers (Mrs. Podgers' Teapot). Większość z nich opowiada o przygotowaniach do Bożego Narodzenia, o niesieniu pomocy biedniejszym (podobnie jak w tytułowym fragmencie Małych kobietek, gdzie cztery panny March pod dowództwem mamy zaopatrują w niezbędne świąteczne przybory ubogą rodzinę Hummlów). Na największą uwagę zasługują moim zdaniem Wybór Kate (to bardzo przesłodzona historia rodzinna, w której osierocona panna, odrzucając blichtr wielkiego świata, postanawia zamieszczać z zapomnianą przez cały świat babką), Opowieść Rosy (tutaj wykorzystana zostaje tradycja mówiących w Boże Narodzenie zwierząt, a obawiająca się swej sprzedaży klacz Rosa przedstawia – niczym znany z angielskiej powieści Anny Sewell Czarny Książe [Black Beauty, 1877] – swe burzliwe losy) oraz Imbryk pani Podgers (to historia z pewną zagadką, której – w pewnym momencie bardzo przewidywalne – rozwiązanie również nie rozczaruje czytelników złaknionych happy endu).

Niestety, ani wydawcy amerykańskiego oryginału, ani polskiego tłumaczenia nie podali jakichkolwiek danych bibliograficznych dotyczących opowiadań – ani miejsca, ani czasu w jakim te fragmenty powstały bądź zostały wydane. W przypadku tych krótszych, schematycznych mam wrażenie, iż są to wcześniejsze dziełka pisarki, przeznaczone do publikacji w prasie dziecięcej. Dłuższe, zaskakujące (trzy, które wymieniłem powyżej) zdają się być utworami późniejszego, bardziej doświadczonego pióra. Próbując znaleźć jakiekolwiek informacje dotyczące powstania i publikacji tych opowiadań odkryłem, iż w Ameryce ukazały się liczne – nieraz bogatsze – zbiorki bożonarodzeniowych powiastek autorstwa samej Alcott (odrębnie bądź w nawet w serii).

Okładka publikacji Zysk i S-ka z 2016 roku

Warto na koniec dodać, iż opublikowany tutaj fragment Małych kobietek, czyli tytułowe opowiadanie Cudowne Boże Narodzenie w tłumaczeniu Miry Czarneckiej weszło również do wydanego (również przez Zysk i S-ka) dwa lata wcześniej tomu Bożonarodzeniowe opowieści, na który składają się opowiadania i fragmenty powieści różnych, polskich i zagranicznych, autorów.

piątek, 9 października 2020

W cieniu bzów / Louisa May Alcott

Dziełko, które chcę dzisiaj opisać, mianowicie W cieniu bzów (Under the Lilacs), należy do najpóźniejszych powiastek dla młodzieży autorstwa Louisy May Alcott, w Stanach Zjednoczonych bowiem ukazała się w roku 1878, na dziesięć lat przed śmiercią Alcott. W Polsce był to również jeden z ostatnich tytułów autorki Małych kobietek, jakie poznać mogli rodzimi czytelnicy – powieść bowiem ukazała się pod koniec lat 20-tych XX wieku (prawdopodobnie w 1929) w serii Bibljoteka(!) Książek Błękitnych (numery 51 i 52), a tłumaczyła je Maria Czarnocka, ilustrował zaś Jadwiga Przeradzka-Jędrzejewska. Warto odnotować, iż w podobnych czasie (około roku 1927) w tej samej serii ukazała się skrócona wersja powieści innej Amerykanki, Kate Douglas Wiggin, mianowicie Rebeka z nad(!) Słonecznego Potoku (Rebecca of Sunnybrook Farm, 1903), efekt pracy tych samych autorek – Czarnockiej jako tłumaczki, Przeradzkiej jako ilustratorki (która zaprezentowała w przypadku obu dziełek inny styl).

Okłada polskiego wydania z końca lat 20-tych (Tom I; tom II posiada identyczną okładkę)

O samej fabule W cieniu bzów napisać można bardzo niewiele: to kolejna słodka, mocno sentymentalna powieść o dzieciach, typowa dla pisarki z Concord.  Dwie sąsiadki: Basia (w oryginale Bab) oraz Betty Moss organizują w ogrodzie herbatę dla lalek, podczas której w tajemniczych okolicznościach ginie kawałek ciasta. Wkrótce okazuje się, iż winowajcą jest wędrowny pies, Sanszo (w oryginale Sancho), któremu towarzyszy jego pan, mały Ben Brown. Wdowa Moss, matka Betty, przygarnia pod swóch dach chłopca, zapewniając mu ubranie, pracę, a kwrótce także edukację. Ben opowiada wkrótce swoje dzieje: pracował ze swoim ojcem w cyrku, z którego jednak uciekł, ponieważ był w nim bardzo źle traktowany. Ojciec opuścił zresztą już jakiś czas temu zespół cyrkowy, skuszony propozycją polowań na bawoły i intratnych interesów na Zachodzie kraju, w Kalifornii. W okolicy pojawia się majętna rodzina: rodzeństwo panny Celji(!) (oryg. Celia) oraz Teosia (oryg. Thornton, w krótce Thorny), młodego rekonwalescenta, który w towarzystwie Bena wkrótce odzyskuje siły – dużo spaceruje i jeździ konno, odzyskując radość życia i chęć poznawania nowych dzieci. Ben staje się wkrótce przybranym bratem Celii i Teosia, który prędko powstaje z wózka inwalidzkiego. Tymczasem nadchodzi wiadomość o śmierci ojca Bena na dalekim Zachodzie... Cóż, gdy na końcu okaże się, że jednak żyje, a po roku spędzonym u wdowy Moss nawet się z nią żeni.




Okładka i strona tytułowa pierwszego wydania amerykańskiego powieści (wydawnictwo Brothers z Bostonu); ilustracje towarzyszące temu i kilku kolejnym wydaniom są niestety anonimowe (jedynie jedna z nich jest podpisana H. Wolf)

Tej skrótowo nakreślonej akcji towarzyszą typowe dla literatury dziecięcej i młodzieżowej epizody o samowolnych wycieczkach, problemach w szkole, podejrzeniu o kradzież pieniędzy i dochodzeniu detektywistycznym z nią związanych itp. To przemiła w lekturze i przesłodka książeczka, której lektura uprzyjemnić nam może pochmurne popołudnie. Charakterystyczne dla Alcott i ruchu transcendentalistów w Concord kreatywne podejście do młodzieży znajduje tu swój obraz w przedstawieniu teatralnym, jakie z okazji urodzin Bena urządza cała gromada młodzieży: ich popisy w dość ciekawy sposób odmalowane zostały nie tylko przez autorkę, ale również tłumaczkę, która zmierzyła się z nie lada trudnością przy przekładzie tekstu „chińskiej powiastki” – wybrnęła jednak z tego zadania z sposób zadowalający.

Należy jednak nadmienić, iż to jedyne polskie tłumaczenie jest jednak raczej opracowaniem tekstu niż jego wiernym przekładem. Przy porównaniu z oryginałem od razu zauważyć można brak przytoczeń znanych (ówcześnie przynajmniej) młodym Anglosasom klasyków poezji angielskiej (m.in. Roberta Browninga i jego słynnego wiersza How They Brought the Good News from Ghent to Aix, który to wiersz tłumaczka najzwyczajniej w świecie pomija. Akcja jest w związku z tym nieco uproszczona, a opisy zredukowane do koniecznego minimum. Powiastka jest w ten sposób krótsza, ale może przez to również dostępniejsza najmłodszym czytelnikom. Oryginał składa się z 24 rozdziałów, polskie opracowanie zaś z 22 – tłumaczone są również tytuły rozdziałów, po których można rozpoznać, których brakuje (nieraz dochodzi jednak do kontaminacji skróconych rozdziałów i stąd wynika brak odrębnego tytułu).


Ilustracje Jadwigi Przeradzkiej-Jędrzejewskiej towarzyszące polskiemu wydaniu powieści

Jest to jedna z niewielu powieści Alcott, które nigdy nie doczekały się w Polsce wznowienia. Na ostatniej fali popularności autorki, związanej również z promocją filmu Małe kobietki z początku bieżącego roku (oraz jego literackiego pierwowzoru) być może wydawnictwa młodzieżowe powinny wykazać pewną inicjatywę, aby te dawno nieodświeżane, jak również i te zupełnie nieznane polskiemu czytelnikowi powieści Alcott przetłumaczyć na nowo i opublikować w ramach serii wydawniczej.

piątek, 18 września 2020

Z wizytą u Zofii Urbanowskiej w Kowalewku i Koninie

Na początku napomknę jedynie, iż wpis ten czekał ponad dwa lata na to, abym wreszcie nad nim usiadł i opublikował go na tym blogu. Do Kowalewka – miejscowości niedaleko Konina, w której urodziła się Zofia Urbanowska (1849–1939), wybraliśmy się w wakacje 2018 roku. W odrestaurowanym budynku dworku, w którym urodziła się i mieszkała pisarka, znajduje się jej izba pamięci. W celu odwiedzenia tego miejsca skontaktowałem się z Domem Kultury OSP im. Z. Urbanowskiej w Kowalewku, aby umówić naszą wizytę. Warto dodać, iż izba została otwarta dla zwiedzających już w 2004 (w 155 rocznicę urodzin i 65 rocznicę śmierci pisarki).



Izba pamięci zajmuje jedno duże pomieszczenie, w którym w formie wystawy poznać możemy biografię pisarki oraz zapoznać się z jej twórczością (dostępne są stare wydania jej książek, cytaty z wybranych dzieł), obejrzeć jej portret oraz popiersie, podziwiać wyposażenie dworku z czasów dzieciństwa pisarki. Wizyta w tym miejscu zajmuje około 30 minut. Towarzysząca nam pani Dorota Eltman, dyrektorka Gminnej Bibliotece Publicznej w Rzgowie (która to instytucja sprawuje pieczę nad izbą), bardzo ciekawie opowiadała o recepcji twórczości autorki Księżniczki (1886) oraz o okolicznych miejscach związanych z pisarką. Za jej sugestią odwiedziliśmy znajdujący się w Sławsku zabytkowy kościół pod wezwaniem Świętego Wawrzyńca, w którym pisarka została ochrzczona. Warto do tego miejsca zajrzeć, gdyż jest ono bardzo urokliwe.

W Koninie z kolei znajduje się Szkoła Podstawowa nr 1, przed którą stoi pomnik pisarki. Niedaleko od niej znajduje się dworek, w którym zamieszkała około 1913 roku po powrocie z Warszawy (z którą związana była około 40 lat). Za twórczość literacką i służbę ojczyźnie została odznaczona Srebrnym Wawrzynem Akademickim Polskiej Akademii Literackiej oraz Krzyżem Polonia Restituta i Honorowym Obywatelstwem Konina. Dom ten był pierwotnie majątkiem matki pisarki, Katarzyny Urbanowskiej de domo Modelskiej  – obecnie mieści się w nim Urząd Stanu Cywilnego. Na elewacji dworku przy ulicy noszącej imię pisarki znajduje się tablica pamiątkowa zaprojektowana przez Marikę Sypniewską z portretem Zofii Urbanowskiej (jeśli przyjrzymy się uważnie, dostrzeżemy tam Gucia przemienionego w owada...)







Rysunek dworku Urbanowskiej z lat międzywojennych (źródło: https://audiovis.nac.gov.pl/)

Warto również wstąpić na „konińskie powązki”, czyli cmentarz przy ul. Kolskiej. Na terenie tej wielkiej nekropolii znajduje się okazały pomnik pisarki, która zmarła w 1939 roku. Miasto jest bardzo dumne ze swojej wielkiej pisarki, upamiętniając jej osobę na tak wiele różnych sposobów.


Wielbicielem twórczości pisarki był Czesław Miłosz, który nazwał jeden ze swoich zbiorów poetyckich właśnie tytułem moralizatorskiej powiastki dla dzieci autorstwa konińskiej pisarki – Gucio zaczarowany (1884 [Z. Urbanowska], 1965 [Cz. Miłosz]). Książeczka ta została również wspomniana we wczesnym utworze poety zatytułowanym Młodość pana Twardowskiego (1914):

Nie wiem, czy skutkiem to jest tej książeczki,

Że mi się baśnie śnią ciągle o różach,

O złotych pszczołach nad łanami hreczki,

I o motylach, dalekich podróżach...

Morał straciłem cudownej powieści,

Nie wiem, czy wszystko pracuje na świecie,

Wiem jedno: wszystko jest cudownej treści

I w wieniec dźwięków i barwy się plecie,

Wiem, że sam chciałbym być takim motylem,

Żyć – w słońcu skonać, skonać – nad kwietnym badylem...

Warto przytoczyć wypowiedzi Jarosława Iwaszkiewicza, który w dzieciństwie zaczytywał się twórczością Urbanowskiej. W swoich dziennikach pod datą 25 czerwca 1945 roku napisał:

Każdy mnie pyta w Koninie: czy widział pan już domek Zofii Urbanowskiej? Oczywiście jest to pierwsze miejsce, dokąd miejscowi kierują przyjezdnych. Zabawny domek, zapadły w ziemię, dawniej przykryty cały dzikim winem, teraz obciętym i więdnącym na drewnianych balkonikach sczerniałych dachówek. Pamięć o Zofii Urbanowskiej przechowuje się tutaj jak o miejscowej świętej. Dobrze byłoby, gdyby każde z miasteczek miało takiego patrona lub patronkę. Przyznam się, że ze wzruszeniem patrzę na domek, gdzie czytała i pracowała autorka popularnych powieści dla dzieci i młodzieży. Na jej Guciu zaczarowanym uczyłem się czytać, sam jeden siedząc w kąciku, zaniedbany, podczas ciężkiej choroby mamy, ściskając tomik w żółtej okładce, który otwierał przede mną szeroki teren, był bramą wejściową do olbrzymiego świata książek. Siostry entuzjazmowały się potem ową Księżniczką, gdzie Urbanowska opisywała zapewne własne dzieje rozpieszczonej panny z zamożnego domu, która musi się zabrać do pracy przechodząc przez wszystkie etapy walk wewnętrznych i upokorzeń. Niedawno jeszcze dawałem moim córkom Księżniczkę do czytania. Kolory zbladły, powieść stała się historyczna, ale teza została zawsze aktualna. A Niezgodni królewicze? A Atlanta? Ileż wspomnień, ileż dziecięcej wdzięczności gromadzi się wokoło tego domku, otoczonego czcią mieszkańców Konina?

Niech ten piękny cytat zachęci wszystkich wielbicieli Urbanowskiej do odwiedzenia zarówno Kowalewka, jak i Konina; najlepiej latem, wtedy bowiem wielkopolska kraina rozkwita najpiękniejszymi barwami.


Dopisek z dnia 20 września 2020

Dodaję poniżej jeszcze dwie wypowiedzi wielkich poetów, aby podkreślić, jak wielki wpływ na ich twórczość miały przeczytane przez nich w dzieciństwie dziełka Zofii Urbanowskiej – z zewnątrz dość niepozorne, dziś zapomniane, a jednak – wciąż jeszcze mające swe oddźwięki tu i tam...


(Źródło: Z. Urbanowska, Gucio zaczarowany, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1989)

piątek, 3 lipca 2020

Światło w mroku / C.E.C. Weigall

Przedziwne dzieje wydawnicze przeszła książeczka brytyjskiej autorki C.E.C. Weigall zatytułowana Światło w mroku. To niewielkiej objętości dziełko, którego oryginalny tytuł brzmi The Red Light (1907), doczekało się w języku polskim w sumie pięciu wydań, z których ostatnie ukazało się jeszcze niespełna 30 lat temu. 

Okładka ostatniego wznowienia powieści przez gdański Graf w 1991 roku (w serii wydawniczej "Vive l'Amour")

Na wstępie należałoby nadmienić, iż osoba pisarki osnuta jest mgłami zapomnienia i możemy znaleźć o niej jedynie szczątkowe informacje. Pod inicjałami C.E.C. Weigall (bo taką formę jej nazwiska powinni podawać wydawcy – w Polsce z upodobaniem autorka ta nazywana jest C.E. Weigall,  co nasuwa na myśl postać Cecila Edwarda Weigall [1870–1955], prominentnego australijskiego prawnika) ukrywa się Constance Emma Cromwell Warner (1865–1951), po mężu Weigall. Pod koniec lat 80-tych XIX wieku zaczęła publikować w prasie swoje krótkie opowiadania, podpisując je albo CEC Warner, albo właśnie CEC Weigall, już po zamążpójściu (1888). Była ona również autorką wierszy, z których jeden – For My Lady Asleep – podpisany został w następujący sposób: „Malta, sierpień 1987”. Daje nam to dość cenną wskazówkę dotyczącą rozległych opisów życia towarzyskego Brytyjczyków przebywających na przełomie wieków właśnie na tej śródziemnomorskiej wyspie, na której toczy się również akcja omawianej przeze mnie powiastki.

Fabuła Światła w mroku – co krytykowała również polska prasa – jest trawestacją baśni o Kopciuszku, osadzoną w realiach wczesnego XX wieku. Biedna dziewczyna, wyhowywana przez arystokratyczną babkę w duchu wiktoriańskich cnów umiaru i wstrzemięźliwości, zostaje wezwana przez swego przebywającego na Malcie ojca – wojskowego, który założył tam nową rodzinę. Macocha to kobieta gnuśna i leniwa, niepotrafiąca zadbać ani o dom, ani o dzieci, ani o męża. Skromna dziewczyna wzbudza swoistą sensację już w czasie rejsu na Maltę – zauważa ją tam przystojny arystokrata, który z miejsca zaczyna starania o jej rękę. Bohaterka oczywiście zapewnia swojemu ojcu nieco wytchnienia, przybranemu rodzeństwu stwarza lepsze warunki życia, a jej rodowe nazwisko otwiera jej wszelkie drzwi, w tym do pałacu gubernatora. Czy jednak splendor życia na świeczniku, bezcenne klejnoty i blichtr życia towarzyskiego pozwolą jej zapomnieć o pozostawionej w Anglii prawdziwej miłości do ubogiego, aczkolwiek ambitnego młodego mężczyzny? Nie zdradzę zakończenia, chociaż z pewnością łatwo się go domyślić... Tym bardziej, że zubożały ziemianin wkrótce okaże się spadkobiercą niebotycznej fortuny...

Jedna z najwcześniejszych recenzji Światła w mroku; część artykuliku Książki "dla dzieci"... ["Gazeta Narodowa" R.52 [!], nr 281, (5 grudnia 1912)]

Jak wiele takich historii powstało w tamtych spokojnych, zdawałoby się – nigdy nie kończących się czasach, kiedy słońce nigdy nie zachodziło nad wielkim brytyjskim imperium? Powieść ukazała się co prawda już w czasach panowania Edwarda VII, jest jednak w swoim wydźwięku na wskroś wiktoriańska i, co tu ukrywać, dość urocza. Zabolało mnie jedynie to, iż autorka uśmierca dosłownie na ostatnich kartach powieści niewinne dziecko, którego nawet główna bohaterka nie jest w stanie wyrwać szponom śmierci...


Pierwsze polskie wydanie powieści nakładem wydawnictwa L. Fiszera [1912 rok]

Światło w mroku to jedyna powieść C.E.C. Weigall, która ukazała się w języku polskim. Co ciekawe, było to zdaje się jedyne tłumaczenie twórczości autorki na inny język! Autorką przekładu była znana nam już Maria Feldmanowa (w jej translacji wznawiana była wielokrotnie powiastka L.T. Meade W świecie dziewcząt), występującą również pod pseudonimem Eliza Warzycka lub Maria Kreczowska. Poniższa tabelka przedstawia znalezione przeze mnie wydania powieści.

Rok wydania
Wydawnictwo
[1912]
Ludwik Fiszer (Łódź)
[1923]
L. Fiszer (Łódź)
[1935]
L. Fiszer (Łódź)
1946
Księgarnia Stefana Kamińskiego (Kraków)
1991
Graf (Gdańsk)

Jak zatem widać, powieść ta czytana była we wszystkich w zasadzie okresach XX wieku: w zaborze rosyjskim, w okresie międzywojennym, po II wojnie światowej oraz już po 1989 roku.

Przedziwna okładka wydania powojennego nakładem krakowskiej księgarni Stefana Kamińskiego (1946)

piątek, 29 maja 2020

Co Kasia robiła w szkole / Susan Coolidge

Dość dawno temu pisałem o powieści Susan Coolidge, What Katy Did? (1872) - tytułowanej w polskich tłumaczeniach różnie, bo albo Co Kasia robiła? jeszcze w XIX wieku, albo też Po prostu Kasia już w latach 90-tych XX wieku). Wspominałem o tym, iż cały cykl autorstwa amerykańskiej pisarki składa się z pięciu części, w Polsce zaś ukazały się jedynie dwie pierwsze. Tak więc po bardzo długiej przerwie powracam dziś do Susan Coolidge i poświęcę dosłownie kilka słów drugiej części cyklu, zatytułowanemu What Katy Did at School (1873), w tłumaczeniu polskim  - Co Kasia robiła w szkole.

Okładka jedynego polskiego wydania powieści [połowa lat 30-tych]

Sama treść tej powiastki nie odznacza się niczym wyjątkowym w stosunku do pozostałych powieści pensjonarskich, jakie czytałem i których pisałem na blogu. Ta jest dość wczesna, bo napisana została ledwie trzynaście lat po zakończeniu wojny secesyjnej, pochodzi zatem z okresu, w którym tworzyła m.in. Louisa May Alcott. Kasia, dużo dojrzalsza niż w części pierwszej, wraz z młodszą siostrą – Clover (w wersji polskiej Koniczynka) - zostaje wysłana do szkoły dla dziewcząt w Nowej Anglii, gdzie poznają pensjonarki pochodzące z różnych miast i środowisk. Przeżywają tutaj cała masę przygód, począwszy od robienia sobie nawzajem niewinnych żarcików a na poważnych zatargach z ciałem pedagogicznym kończąc... Kasia w tej części pozostaje niejako w tle swojej młodszej siostry, która w kolejnych częściach cyklu stanie się główną bohaterką – widać to np. po tytule czwartej jego części, noszącej po prostu jej imię – Clover (1888).

Powieść wyszła w Polsce jedynie raz, i to z dużym opóźnieniem w stosunku do publikacji pierwszej części (miało to miejsce w roku 1875). Tłumaczką jej była Władysława Wielińska, znana miłośnikom twórczości L.M. Montgomery jako tłumaczka Dziewczęcia z sadu (Kilmeny of the Orchard, 1910).

Pozycja ukazała się w Bibljotece(!) Książek Błękitnych w latach 30-tych (niestety, wydanie nie posiada dokładnego datowania). Spójne wydane całości powieści składa się z dwóch części serii wydawniczej – numerów 181 oraz 182. Ilustracje (anachroniczne, bo ukazujące m.in. modę lat 30-tych XX wieku, nie zaś czasów, w których toczy się akcja powieści – bez mała półwiecza wcześniej) wykonał Józef Korolkiewicz.



Anachroniczne iustracje Józefa Korolkiewicza towarzyszące polskiemu wydaniu powieści

Ta część powieści nigdy nie została wznowiona. Obecnie jej wydanie jest praktycznie białym krukiem – nie posiada go nawet Biblioteka Narodowa.